WordPress database error: [UPDATE command denied to user 'striped-world'@'localhost' for table 'wp_options']
UPDATE wp_options SET option_value = 'O:8:\"stdClass\":2:{s:12:\"last_checked\";i:1246814058;s:15:\"version_checked\";s:3:\"2.3\";}' WHERE option_name = 'update_core'

striped words…

“Przeprowadzka - planowana czy znienacka”:-)

blog Brak Komentarzy »

Zbiegło się kilka okoliczności: kolejny komunikat o błędzie na serwerze ovh, dotarcie wyczekiwanej wypłaty na konto, znudzenie moje i chęć zrobienia czegoś konkretnego itp. I tak oto mam przyjemność przedstawić nowe miejsce, tym razem już opłacone, moje moje moje!:-)

To właśnie tutaj. Notki pozostają, komentarze również - wszystko skopiowałam. Domena jeszcze robocza, ale z czasem wszystko będzie wyglądało pięknie:-)

Zapraszam serdecznie!

“from small things, mama, big things one day come”

blog (3) Komentarze »

tyle się dzieje i zarazem nie dzieje się nic:-)

dużo codziennych małych spraw, drobnych załatwianek, które błogosławione niech będą, powtarzając za moją ulubioną poetką krakowską. czuję, że żyję!

niedawno moje dzieciaki <ha! jak to brzmi: MOJE dzieciaki:-)> miały urodziny swojego przedszkola i występowały na scenie. między innymi śpiewały też “Jingle bells”, której to piosenki uczyliśmy się razem biegając po sali i udając kulig na zmianę z pojedynczymi saneczkami:-) niesamowite uczucie. niesamowite! w tym jednym momencie nagle zrozumiałam. to ten widok właśnie - dzieci, które pokazując co umieją, cieszą się tym. i świadomość, że czegoś się nauczyły, że coś im zostawiłam. ten widok i ta świadomość sprawiają ogromną radość.

męcząco czasem jest. i czasem naprawdę zaczynam rozważać perspektywy magnezu albo kawy dożylnie. a może jednego i drugiego na zmianę.

wczoraj polowałam z DucHem na spodnie narciarskie dla mnie i mam nadzieję, że uda nam się gdzieś wyskoczyć, żeby je wypróbować;-) z jednej strony jestem zmęczona, ale z drugiej mam ochotę się poruszać, wyjść gdzieś, pooddychać zimowym powietrzem.

tymczasem popijam herbacianą mieszankę odchudzająco-protrawienną <odradzam wąchanie takowych, tragicznie śmierdzą;-)> i myślę o tych wszystkich rzeczach “do zrobienia”. ciężko się przyzwyczaić. tym bardziej, że droga do pracy czasem wypada obok mojego LO - i przyznam, żal.

Dylana w głośnikach zastąpił Springsteen. do poduszki czyta się saga Sapkowskiego. odkrywam wiele nowych miejsc, wiele nowych słów i znaczeń, które kiedyś umknęły mimochodem. upajam się światem. tylko kominka brak i niedźwiedziej skóry przed nim, żeby czytało się wygodnie:-) i może jeszcze kubka gorącej czekolady <mimo, że to Anita jest mistrzynią jej przygotowywania, nie ja:-)>.

codzienne małe sprawy, drobne załatwianka. dobrze, że jest czas i na te duże sprawy. te ważne.

dobrze, że jest. najlepiej!

“jeden, dwa, trzy, dużo… dużo-jeden:D”

blog (5) Komentarze »

słucham POlka i myślę o dościąganiu dyskografii Dylana. znowu mi dużo muzyki potrzeba.

w sklepie dla plastyków nareszcie doznałam objawienia za pośrednictwem pani sprzedawczyni - odnośnie używania konturówek do szkła do robienia napisów na kartkach świątecznych:D przełom, drodzy Państwo, przełom w moim życiu - prawie jak rewolucja neolityczna!

pracy coraz więcej i więcej. choć owszem, miło mi, kiedy słyszę, że któraś pani dyrektor słyszała o mnie od innej i bardzo chce, żebym i u niej pracowała. mam nadzieję, że nie zawiodę zaufania i dzieciaczki istotnie będą coś umiały pod koniec roku. mam nadzieję, że ogarnę to wszystko, że dam sobie radę.

w piątek odebrałam swój dyplom i suplement do dyplomu:-)

pościg za OC już chyba pozytywnie rozstrzygnięty. nie zdajecie sobie sprawy jak trudno znaleźć dobrą <czytaj: tanią;-)> ofertę dla klienta indywidualnego. owszem, wszystko pięknie ładnie jeśli ubezpiecza się np. dzieci w szkole i nauczycieli dodatkowo. albo kiedy nauczyciele w większej grupie się ubezpieczają. ale kiedy przychodzi taki bidny tygrysek to się okazuje, że z 30-40zł na rok stawka rośnie do 200-300zł. i to jest różnica, zwłaszcza dla mojej kieszeni.

czytam “White Teeth” Zadie Smith <a właściwie już kończę> i jestem zachwycona! najgoręcej polecam wszystkim. podobno tłumaczenie jest gorsze, ale myślę, że warto i tak. jest to historia o różnokulturowych emigrantach w Anglii, o ich problemach z tożsamością, z religią, z odnalezieniem siebie, z wychowaniem dzieci według jakichś własnych moralno-religijnych wyznaczników. wszystko to ubrane w pełne humoru i czaru historie opowiadane z różnych perspektyw - czasem punktem centralnym jest ojciec-muzułmanin i jego konflikt z dziećmi, które nie chcą podążać tą samą droga; czasem jest to jamajska dziewczyna, która wybrała najpowszechniejszą drogą ucieczki od fanatycznie religijnej matki - ślub z niemal obcym człowiekiem; czasem to dzieci, które nie należą ani do jednej kultury ani do drugiej, poszukują swojego miejsca poprzez integrowanie się z Anglikami, próby udawania kogoś innego. gorzkie rozczarowania, chwile radości. nad wieloma miejscami się uśmiechałam, nad wieloma myślałam, wiele mnie oczarowało. polecam!

z dawnych uzależnień - herbata z owoców leśnych. <no dzieci, kto pamięta jak jest jeżyna? powtarzamy głośno: BLACKBERRY:D>

i tylko wciąż organizacji brak, wciąż wszystko na wariackich papierach. ale pozytywnie - a tyle lat właśnie o to chodziło. może to nie prosta, ale całkiem ładne widoki z tych zakrętów;-)

na dziś koniec - na jutro trzeba przygotować płytę z kolędami i kserówki okołoświąteczne:-)

WP Theme & Icons by N.Design Studio - Polski Wordpress
Aktualności RSS Komentarze RSS Zaloguj się